Remiza.com.pl
Remiza.com.pl / Nasze działy / Mayday, Mayday.. / Jak strażak powinien wzywać pomocy?
Następny materiał

Jak strażak powinien wzywać pomocy?

2008-04-21, o 15:36 - Mateusz, czytany 547 razy.

Jak strażak powinien wzywać pomocy?

Straż pożarna powołana została do gaszenia pożarów, ratowania ludzi i mienia. Gdy tylko dochodzi do pożaru czy wypadku ruszamy na pomoc poszkodowanym. Całe szkolenie strażaka opiera się na założeniu, że to strażak niesie pomoc innym - nawet z narażeniem życia.

Doświadczenie pokazuje, że również strażak - ratownik może znaleźć się w niebezpieczeństwie. Niestety umiejętność wezwania pomocy przez strażaka, który podczas prowadzonych działań ratowniczo - gaśniczych sam znalazł się w sytuacji zagrożenia życia, jest najczęściej pomijana w programach szkolenia strażaków zarówno PSP jak i OSP. Brak również wytycznych i przepisów sugerujących bądź nakazujących strażakowi wezwanie pomocy w określonych sytuacjach.

Artykuł 106

Wezwanie pomocy pozornie jest czymś oczywistym. Wydaje się, że w sytuacji zagrożenia życia strażak na pewno znajdzie sposób na powiadomienie dowódcy i na pewno wezwie pomoc wtedy, gdy naprawdę będzie jej potrzebował. Niestety w praktyce okazuje się to o wiele bardziej skomplikowane, zaś opóźnienie wezwania pomocy zaledwie o kilka chwil, może okazać się katastrofalne w skutkach.

Artykuł 106

Kapitan Mike Milam, weteran Straży Pożarnej w Seattle w USA, tak opisuje wypadek jaki przydarzył mu się podczas pożaru domu jednorodzinnego:

Reklama

sponsora

Artykuł 106

Dym był gęsty, podłoga była nagrzana, ale dało się to znieść. Z powodu tych warunków pracowaliśmy na kolanach. Mój partner z zastępu drabiny nr. 6 i ja przeszukiwaliśmy budynek posuwając się na zewnątrz. W pewnym momencie, chcąc wciągnąć powietrze okazało się, że nie mogę. Spróbowałem ponownie i tym razem udało mi się wciągnąć powietrze. Widoczność spadła do zera, zupełnie nic nie było widać. Budynek całkowicie wypełniony był dymem. Wtedy wydawało mi się, że kończy się powietrze w moim aparacie a sygnalizator niskiego ciśnienia się popsuł i nie dzwonił. Wspólnie więc wybiliśmy okna wychodzące na południową stronę. Okna te znajdowały się dokładnie nad oknami piwnicy z których już w momencie naszego przyjazdu na miejsce wydobywał się ogień. Ku mojemu zdziwieniu nie skojarzyłem tych faktów ze sobą. Gdy wybiliśmy te okna, zorientowałem się, że za nimi się pali. Nie byłem pewien czy są to okna wychodzące na zewnątrz. Może jakaś wewnętrzna ściana z oknami które oświetlały klatkę schodową, czy coś w tym stylu? Dałem więc znać mojemu partnerowi, że wyjdziemy inną drogą. W tym momencie on zmierzał w kierunku wyjścia, ja byłem za nim i właśnie wtedy skończyło mi się powietrze. Nie mam powietrza! Przyłożyłem twarz do podłogi, odciągnąłem maskę, zrobiłem wdech i zdałem sobie sprawę że to nie był dobry wybór. Zacząłem więc odkręcać przewód niskiego ciśnienia by włożyć go pod ubranie. Zdziwiony byłem marną koordynację swoich ruchów i ciężko mi było odkręcić ten przewód. Kolejną rzeczą jaka pamiętam, to że znajduję się w karetce i karetka ta porusza się, a ja spokojnie rozmawiam z ratownikiem medycznym.

Czytaj więcej na stronie Grupy Szybkiego Reagowania ...

stackofire
stackofire

Komentarzy: 17
#1 | 2008-05-28, o 14:19
U nas wyglada to tak: zawsze kiedy nosimy aparat wchodzimy do budynku parami, zawsze jest nadzieja ze kolega cie wyciagnie w razie klopotow. Nastepnie kazdy z nas ma radio wiec moze zawiadomic dowodce kiedy cos idzie nie tak. Nastepnie przy kazdym aparacie jest ADSU (Automatic Distress Signal Unit) podobny do pokazanego na zdjeciu, jezeli osoba nie rusza sie przez wiecej niz 30 sek. ADSU wydaje bardzo wysoki dzwiek alarmowy o glosnosci 96 dB. Jak tylko ktos na zawnatrz budynku uslyszy ten dzwiek wysylana jest nastepna para strazakow w aparatach aby zlokalizowac kolegow.
Jest jeszcze tzw. ECO (Entry Control Officer) ktory zapisuje czas a takze ilosc powietrza w aparacie kazdego strazaka wchodzacego do budynku. Tym sposobem moze on wyliczyc po ilu minutach dany strazak powinnien byc na zawnatrz zanim skonczy mu sie powietrze. Jezeli nie wyjdzie on po okreslonym czasie wysylana jest nastepna para aby zlokalizowac poszkodowanych strazakow.
Takie metody sa w uzyciu w Anglii i Szkocji, mam nadzieje ze w Polsce rowniez stanie sie to norma i nie bedziemy tracic tylu strazakow podczas akcji

Aby dodać komentarz, musisz sie zalogować. Nie masz konta? Rejestracja

W serwisie jest 4 użytkowników: 0 zarejestrowanych i 4 gości.
Najwięcej użytkowników online (234) było 2008-09-29, o 20:03.
Nasz świeżak: mala185.